Jedną z najbardziej uniwersalnych idei stoicyzmu jest kosmopolityzm — przekonanie, że człowiek nie należy wyłącznie do swojego miasta, państwa, narodu czy grupy, lecz jest częścią znacznie większej wspólnoty.

Stoicy patrzyli na ludzkość jak na jeden wielki organizm.
Różnimy się językiem, kulturą, pochodzeniem, majątkiem, zajęciem i miejscem życia, ale wszyscy uczestniczymy w tej samej rzeczywistości i posiadamy wspólną ludzką naturę.
Z tego wynika bardzo ważna konsekwencja:
drugi człowiek nie jest kimś całkowicie obcym.
Może należeć do innej społeczności, myśleć inaczej niż my, wyznawać inne wartości albo żyć tysiące kilometrów dalej, a mimo to pozostaje częścią tej samej ludzkiej wspólnoty.
To właśnie jest jeden z fundamentów stoickiego kosmopolityzmu.
Obywatel świata
Słowo kosmopolita pochodzi od greckich słów kosmos — świat, porządek wszechświata — oraz polites — obywatel.
Kosmopolita jest więc w dosłownym sensie obywatelem świata.
Nie oznacza to, że człowiek powinien przestać czuć więź ze swoim krajem, rodziną, lokalną społecznością czy kulturą.
Stoicki kosmopolityzm nie wymaga odrzucenia mniejszych wspólnot.
Przypomina jedynie, że żadna z nich nie wyczerpuje całej naszej odpowiedzialności.
Możemy być jednocześnie:
członkami rodziny,
mieszkańcami określonego miasta,
obywatelami państwa,
członkami wspólnoty,
a jednocześnie ludźmi należącymi do całej ludzkości.
Te poziomy nie muszą się wzajemnie wykluczać.
Człowiek został stworzony do współpracy
Stoicy uważali człowieka za istotę społeczną.
Nie rozwijamy się wyłącznie w samotności. Żyjemy dzięki innym ludziom, uczymy się od nich, korzystamy z pracy niezliczonych osób i sami uczestniczymy w budowaniu świata, który zastaliśmy.
Marek Aureliusz wielokrotnie przypominał sobie, że ludzie zostali stworzeni do współdziałania.
Dla stoika współpraca nie jest więc tylko wygodnym sposobem organizowania życia.
Wynika z samej natury człowieka.
Człowiek rozsądny powinien zadać sobie pytanie nie tylko:
„Co jest dobre dla mnie?”
ale również:
„Jak moje działanie wpływa na innych?”
Nie oznacza to rezygnacji z własnych potrzeb.
Oznacza dostrzeganie, że dobro jednostki i dobro wspólnoty bardzo często są ze sobą związane.
Kręgi bliskości
Stoicki filozof Hierokles opisywał relacje człowieka poprzez obraz kolejnych kręgów.
W środku znajduje się jednostka.
Następnie pojawia się rodzina.
Dalej krewni, przyjaciele i lokalna wspólnota.
Jeszcze dalej mieszkańcy kraju.
A ostatecznie — cała ludzkość.
Naturalnie czujemy większą więź z ludźmi znajdującymi się bliżej nas.
Stoicka praktyka polega jednak na tym, aby stopniowo poszerzać krąg troski.
Nie oznacza to, że obcy człowiek ma nagle stać się dla nas dokładnie tak samo bliski jak własne dziecko czy przyjaciel.
Chodzi raczej o coś prostszego:
abyśmy nie przestawali widzieć w nim człowieka.
Nie pytaj tylko: „Czy jest jednym z nas?”
Ludzie mają naturalną skłonność do dzielenia świata na grupy.
My i oni.
Nasi i obcy.
Przyjaciele i przeciwnicy.
Ludzie podobni do nas i ci, których nie rozumiemy.
Takie rozróżnienia czasami są potrzebne. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy uzależniać od nich wartość człowieka.
Stoicki kosmopolityzm proponuje inne pytanie:
„Czy ta osoba jest człowiekiem posiadającym zdolność rozumu, odczuwania i moralnego rozwoju?”
Jeżeli odpowiedź brzmi tak, istnieje między nami podstawowa więź.
Możemy nie zgadzać się z jej poglądami.
Możemy sprzeciwiać się jej działaniom.
Możemy nawet uważać, że postępuje źle.
Nie musimy jednak odbierać jej człowieczeństwa.
Wspólnota nie oznacza zgody we wszystkim
Kosmopolityzm nie oznacza naiwnego przekonania, że wszyscy ludzie będą żyli w doskonałej zgodzie.
Nie będą.
Ludzie posiadają różne interesy, przekonania, temperamenty i cele.
Konflikty są częścią życia społecznego.
Stoik nie musi zgadzać się ze wszystkimi.
Może krytykować.
Może bronić własnych granic.
Może przeciwstawiać się niesprawiedliwości.
Może odmówić współpracy z człowiekiem, którego działania uważa za szkodliwe.
Ale nawet wtedy powinien próbować zachować świadomość, że ma do czynienia z człowiekiem, a nie z abstrakcyjnym wrogiem.
To bardzo wymagająca postawa.
Łatwiej potępiać grupę niż próbować zrozumieć jednostkę.
Sprawiedliwość wychodzi poza własne interesy
Kosmopolityzm jest ściśle związany ze stoicką cnotą sprawiedliwości.
Jeżeli wszyscy ludzie należą do jednej większej wspólnoty, nie możemy uważać, że moralność obowiązuje wyłącznie wobec osób, które lubimy.
Uczciwość wobec przyjaciela jest łatwa.
Znacznie trudniejsza jest uczciwość wobec człowieka, którego nie darzymy sympatią.
Podobnie ze sprawiedliwością.
Jeżeli bronimy jakiejś zasady tylko wtedy, gdy służy naszej stronie, trudno mówić o rzeczywistym przywiązaniu do zasady.
Stoicka postawa wymaga pytania:
Czy uznałbym to za sprawiedliwe również wtedy, gdy role byłyby odwrócone?
To jedno z najbardziej praktycznych pytań wynikających z kosmopolityzmu.
Nie jesteśmy samowystarczalni
Każdego dnia korzystamy z pracy ludzi, których nigdy nie poznamy.
Ktoś wyprodukował narzędzia, których używamy.
Ktoś zbudował drogę.
Ktoś uprawiał żywność.
Ktoś zaprojektował urządzenie.
Ktoś napisał książkę.
Ktoś opracował lekarstwo.
Ktoś utrzymuje sieć, dzięki której komunikujemy się z innymi.
Nasze życie jest splecione z życiem ogromnej liczby ludzi.
Stoicki kosmopolityzm przypomina więc o pewnej pokorze.
Człowiek może być samodzielny, ale nigdy nie jest całkowicie niezależny.
Jesteśmy częścią większego systemu współpracy.
Pomagaj tam, gdzie rzeczywiście możesz
Kosmopolityzm nie oznacza obowiązku rozwiązania wszystkich problemów świata.
Nikt nie jest w stanie pomóc każdemu.
Próba wzięcia odpowiedzialności za wszystko może prowadzić do bezsilności.
Stoicyzm proponuje coś bardziej praktycznego.
Rozpoznaj zakres swojego wpływu.
Nie możesz naprawić całej ludzkości.
Możesz jednak uczciwie traktować człowieka stojącego przed tobą.
Możesz pomóc komuś w swoim otoczeniu.
Możesz nie rozpowszechniać pogardy.
Możesz wykonywać własną pracę odpowiedzialnie.
Możesz reagować na niesprawiedliwość, kiedy rzeczywiście masz możliwość działania.
Kosmopolityzm zaczyna się od wielkiej idei, ale realizuje się poprzez małe czyny.
Jak traktować człowieka, który postępuje źle?
To jedno z najtrudniejszych pytań.
Jeżeli wszyscy jesteśmy członkami jednej wspólnoty, czy powinniśmy tolerować ludzi działających źle?
Nie.
Stoicka życzliwość nie oznacza pobłażliwości.
Człowieka można powstrzymywać.
Można wymagać od niego odpowiedzialności.
Można wyznaczać granice.
Można odsunąć go od stanowiska, jeśli nadużywa swojej roli.
Można bronić innych przed jego działaniem.
Jednocześnie stoik stara się nie zamieniać sprawiedliwości w nienawiść.
Kara, granica czy sprzeciw powinny wynikać z potrzeby ochrony dobra, a nie z pragnienia upokorzenia drugiego człowieka.
Kosmopolityzm a Bractwo Arete
Dla adepta Bractwa Arete stoicki kosmopolityzm może być szczególnie ważnym przypomnieniem.
Bractwo jest wspólnotą.
Ale wspólnota nie powinna prowadzić do zamknięcia się na ludzi spoza niej.
Jeżeli idea braterstwa miałaby oznaczać szacunek wyłącznie wobec własnych członków, byłaby bardzo ograniczona.
Cnota powinna być widoczna również w sposobie traktowania ludzi, którzy do Bractwa nie należą.
Nie chodzi więc o stworzenie podziału:
„my — Bractwo”
przeciwko
„oni — reszta świata”.
Droga Arete powinna prowadzić w przeciwnym kierunku.
Wspólnota może być miejscem, w którym człowiek uczy się współpracy, odpowiedzialności i wzajemnego szacunku, aby następnie przenosić te postawy również do zwyczajnego życia.
Rodziny.
Pracy.
Sąsiedztwa.
Społeczeństwa.
Relacji z ludźmi, których spotyka każdego dnia.
Braterstwo nie kończy się na granicy wspólnoty
Słowa „Bracie” i „Siostro” mają w Bractwie własne znaczenie organizacyjne i wspólnotowe.
Ale filozoficzna idea braterstwa może być szersza.
Każdy człowiek posiada własną historię.
Każdy walczy z czymś, czego możemy nie widzieć.
Każdy popełnia błędy.
Każdy doświadcza straty, niepewności i przemijania.
Każdy próbuje w jakiś sposób odnaleźć się w świecie.
Świadomość tego nie oznacza, że wszystkim musimy ufać.
Nie oznacza również, że wszystkie zachowania powinniśmy akceptować.
Może jednak pomóc nam zachować podstawowy szacunek dla ludzkiej godności.
Praktyka kosmopolityzmu
Kosmopolityzm można ćwiczyć.
Nie trzeba zaczynać od wielkich deklaracji o jedności całej ludzkości.
Można rozpocząć od kilku prostych pytań.
Kiedy spotykasz człowieka o innych poglądach:
Czy próbuję go zrozumieć, zanim go ocenię?
Kiedy pojawia się konflikt:
Czy chcę rozwiązać problem, czy tylko pokonać przeciwnika?
Kiedy ktoś popełnia błąd:
Czy krytykuję jego działanie, czy odbieram mu wartość jako człowiekowi?
Kiedy podejmujesz decyzję:
Czy myślę wyłącznie o własnej korzyści, czy dostrzegam również konsekwencje dla innych?
Kiedy widzisz cierpienie osoby spoza swojej grupy:
Czy jej los przestaje mnie obchodzić tylko dlatego, że nie jest „jednym z nas”?
To właśnie w takich momentach kosmopolityzm przestaje być teorią.
Ćwiczenie rozszerzających się kręgów
Możesz przeprowadzić prostą praktykę inspirowaną stoicką ideą kręgów Hieroklesa.
Pomyśl kolejno o:
sobie,
najbliższej rodzinie,
przyjaciołach,
ludziach, których znasz tylko powierzchownie,
mieszkańcach swojej miejscowości,
ludziach własnego kraju,
osobach należących do innych kultur i narodów,
całej ludzkości.
Zauważ, jak wraz z kolejnymi kręgami słabnie naturalne poczucie bliskości.
Nie próbuj go sztucznie udawać.
Zadaj sobie natomiast pytanie:
Co łączy mnie z tymi ludźmi mimo wszystkich różnic?
Wszyscy potrzebujemy bezpieczeństwa.
Wszyscy możemy cierpieć.
Wszyscy czegoś się obawiamy.
Wszyscy jesteśmy śmiertelni.
Wszyscy potrzebujemy innych ludzi.
Wszyscy próbujemy w jakiś sposób dobrze przeżyć własne życie.
Tak zaczyna się poszerzanie perspektywy.
Jedno miasto ludzkości
Stoicy używali obrazu świata jako wielkiego miasta.
Każdy człowiek jest jego mieszkańcem.
W takim ujęciu różne kraje i społeczności przypominają dzielnice większej całości.
Możemy być szczególnie przywiązani do własnego miejsca.
Możemy o nie dbać.
Możemy chronić jego kulturę i wspólnotę.
Ale nie powinniśmy zapominać, że poza jego granicami również żyją ludzie.
Kosmopolityzm nie usuwa różnic.
Uczy żyć z nimi bez utraty świadomości wspólnego człowieczeństwa.
Najpierw człowiek
Stoicki kosmopolityzm można ostatecznie sprowadzić do jednej prostej zasady:
zanim zobaczysz w drugim człowieku członka obcej grupy, przeciwnika, cudzoziemca, osobę o innych poglądach czy przedstawiciela innej kultury — zobacz człowieka.
Dopiero później przychodzą wszystkie pozostałe określenia.
Nie oznacza to rezygnacji z rozsądku.
Nie oznacza naiwności.
Nie oznacza braku granic.
Oznacza jedynie pamięć o tym, że jesteśmy fragmentami większej całości.
Możemy różnić się niemal wszystkim, a jednocześnie dzielić tę samą podstawową kondycję.
Żyjemy przez krótki czas na tej samej planecie.
Potrzebujemy siebie nawzajem.
Nasze działania wpływają na innych.
Dlatego stoik nie pyta wyłącznie:
„Co mogę zrobić dla siebie?”
Pyta także:
„Jak powinienem postępować jako człowiek żyjący pośród innych ludzi?”
Właśnie w tym pytaniu zaczyna się stoicki kosmopolityzm.